Wieloletnie zaniedbania oraz bardzo wysokie ceny w porównaniu z inny­mi krajami sprawiają, że przyjazdowa turystyka zagraniczna odgrywa niewiel­ką rolę. Największą grupę turystów zagranicznych stanowią Niemcy.

Poprawa infrastruktury turystycznej następuje w Polsce z roku na rok, ale oprócz tego potrzebna jest międzynarodowa promocja zachęcająca cudzoziem­ców do odwiedzania naszego kraju. Jest to może jeden z ostatnich skrawków Europy, o stosunkowo dobrze zachowanym krajobrazie naturalnym, gdzie moż­na oddychać świeżym powietrzem, obserwować dzikie ptactwo i inną zwierzynę, a także obcować z interesującymi zabytkami, świadczącymi o bogatej, ale i tra­gicznej historii tej ziemi.

Podsumowanie

Polska mimo nizinnego charakteru zalicza się do krajów o znacznej atrakcyjności turystycznej.

Główne regiony turystyczne to: obszar górski, pojezierza i wybrzeże Bałtyku.

Pomimo zniszczeń wojennych na obszarze Polski znajduje się wiele cennych obiektów mających znaczenie dla dziedzictwa kulturowego Europy.

Zadania:

Ø  Wyjaśnij, na czym polega różnica pomiędzy poszczególnymi rodzajami turystyki, wymienianymi w tekście.

Ø  Podaj najważniejsze walory turystyczne poszczególnych części naszego kraju.

НЕ нашли? Не то? Что вы ищете?

Ø  Które miejsca wymienione w tekście są ci znane? Jak je oceniasz?

Ø  Opracuj, w oparciu o znane ci już informacje, trasę wycieczki po wybranej przez siebie krainie.

VII. OBYCZAJE, REALIA, ZAGADNIENIA SOCJOKULTUROWE

Święta i zwyczaje

Przygotowania do wigilii

Gospodarz rozpoczynał dzień wigilijny wyprawą do lasu po zielone gałęzie albo po drzewko. Nosiła ona wszelkie znamiona kra dzieży obrzędowej – las traktowany był jak tamten świat, a wyniesiona z niego ukradkiem choinka miała przy­nieść „złodziejowi” szczęście i powodzenie. Od wieków zielone gałęzie towarzyszyły sprawowaniu różnych obrzędów. Stanowiły symbol życia, płodności, radości. Zwyczaj ozdabiania nimi domów podczas Godów sięga średniowiecza i rozpowszechnił się w wielu krajach Europy.

Być może wywodzi się on z daw­nego, adwentowego obyczaju ustawiania ozdobionego drzew­ka, zwanego rajem, w przed­sionkach kościołów. Miało ono symbolizować rajskie drzewo ży­cia, z którego, według legendy, został wykonany krzyż Chrystusa. Rozwidlone w kształcie krzyżyków gałązki wiecznie zielonej jodły zawieszano u powały pod sufi­tem. W Polsce południowej nazwano je podłaźnikiem, sadem, podłaźniczką, bożym drzewkiem, rajskim drzew­kiem lub wiechą.

Górale podhalańscy wspominają czynność wiesza­nia podłaźnika w izbie i innych pomieszczeniach jako niezwykle ważne wydarzenie w dniu wigilijnym. Gazda ubrany w cuchę, tzn. luźną kurtkę z wełny, przewiązaną uplecionym ze słomy powrósłem, odmawiał wówczas modlitwy Anioł Pański, Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo.

Mieszkańcy Pogórza i Ziemi Sądeckiej nie tylko wią­zali słomę w wiązki ustawiane w izbie, ale rozścielali ją również na całej podłodze. Natomiast Łemkowie z okolic Grybowa i Krynicy, na pamiątkę narodzin Chrystusa w stajence betlejemskiej, zasiadali do wie­czerzy wigilijnej na ławach zasła­nych słomą. Po uczcie wigilijnej go­spodarze kręcili z niej powrósła, następnie rozbierali się do koszu­li i boso wybiegali do sadu. Słomianym powrósłem obwiązywali drzewa owocowe “na urodzaj”.

Podłaźnik

Zawsze zawieszał go gospodarz. Najpiękniejsza gałąź, ozdobiona jabłkami, orzechami, kulistymi „światami” z kolorowych opłat­ków sklejanych śliną i różnobarwnymi łańcuchami, pozostawała w izbie. Inne zatykano lub przybijano nad drzwiami wejściowymi chałupy, w stajni, w owczarni i innych pomieszczeniach gospo­darskich. Miały przynieść ludziom dobrobyt, szczęście, urodzaj i zdrowie, chronić przed złem i urokami.

Choinka

To najczęściej dziś spotykana, choć historycznie najmłodsza, ozdoba domów w czasie Bożego Narodzenia. Przywędrowa­ła do Polski na przełomie XVIII i XIX w. wraz z niemieckimi protestantami. Zwyczaj ustawiania ustrojonego drzewka wi­gilijnego znano w Niemczech już w XV w. W Polsce choinka przyjęła się początkowo w miastach, „pod strzechy” trafiła do­piero w latach 20. XX w., ale i tak nie była częstym gościem na wsi. Ozdabiano ją – podobnie jak podłaźniki – jabłkami, orzechami, piernikami, elementami wykonanymi z wydmu­szek, piórek, słomy i kolorowego papieru. Współczesne ozdo­by choinkowe to przede wszystkim kolorowe bombki o róż­nych kształtach, błyszczące łańcuchy i elektryczne lampki. Zwyczaj składania prezentów pod choinką znany był dawniej tylko w najbogatszych domach szlacheckich i mieszczańskich.

Snopy zboża

Snopki, a także słomę i siano umieszczano zarówno w chłop­skich chałupach, dworach szlacheckich, jak i w magnackich pała­cach. Snopy, najczęściej cztery: z żyta, owsa, pszenicy i jęczmie­nia, stawiano w kątach izby. Wnosząc je do wnętrza, gospodarz składał życzenia „na szczęście”, „na zdrowie”, „na urodzaj i do­brobyt”, „na to Boże Narodzenie – coby się wam darzyło, mno­żyło”. Pod świąteczny, zazwyczaj biały obrus podkładano siano i czerwone opłatki dla zwierząt (np. na Zamojszczyźnie), a na na­kryty stół sypano ziarna zbóż. Na środku stołu, na ziarnach, na chlebie albo na talerzu układano opłatek.

Nie był to jedyny sposób „wymu­szania” bogatych zbiorów, które – jak wierzono – gwarantowała również wypowiedziana głośno groźba bicia lub ścięcia drzewa.

Słoma wiązała się także z za­duszkowym charakterem świąt Boże­go Narodzenia, a szczególnie Wigi­lii: „Na słomie człowiek rodzi się, na słomie umiera”. Dawniej, aby ulżyć umierającemu, układano go na słomie rozłożonej na podłodze. Stawała się ona miejscem przejścia pomiędzy tym a tamtym światem. Przekazy z XIX wieku wspominały także o słomianym „dy­wanie” rozkładanym dla wygody dusz zmarłych, odwie­dzających swoje ziemskie domy w noc wigilijną.

Opłatki

Zwyczaj dzielenia się opłatkiem ma prawdopodobnie rodowód szlachecki i być może rozpowszechnił się już w XVII w. Pieczono je przy kościołach i klasztorach, wlewając przaśne ciasto pszenne do żelaznych form. W pierwszej połowie XIX w. pojawiły się, zna­ne tylko w Polsce, ozdoby wykonane z opłatka. Zawieszano je pod sufitem, nad stołem wigilijnym. Miały nie tylko chronić ludzi i ich dobytek od wszelkiego zła, lecz również zapewnić szczęście i dobrobyt w nadchodzącym roku.

„Cicha noc, święta noc”

Wieczerza wigilijna, zwana także obiadem wigilijnym, postnikiem, pośnikiem, kutią, wilią, wigilią, wyglądała różnie w różnych regionach Polski. Podobne były jednak: pora rozpoczynania kolacji, która gromadziła przy stole całą rodzinę (dawniej także służbę, co nie zdarzało się na co dzień), pozostawianie wolnych miejsc dla nieobecnych i zmarłych, dzielenie się opłatkiem, tradycyjny zestaw postnych potraw, przystrojenie izby. Kiedy pojawił się znak z nieba – pierwsza s gwiazda – wszyscy zasiadali do wieczerzy. Rozpoczynał się czas święta.

W świątecznej przestrzeni domu najważniejszy był stół. W chałupie wiejskiej zajmował honorowy kąt (tzw. pokucie), tuż przy ścianie ozdobionej świętymi obrazami. Na obrusie lub płach­cie stała figurka ukrzyżowanego Chrystu­sa, zwana pasyjką, albo inna święta figura, obok leżał chleb. Na co dzień j na stole nie wolno było siadać, kłaść czapki, stawiać garnków ani naczyń z gorącym jedzeniem. Codzienne posiłki jadano na ławach, które wystawiano na śro­dek kuchni.

Na wschodzie Polski „pośnik” rozpo­czynano od tradycyjnej kutii, przyrządzanej z psze­nicy lub kaszy pszennej, wymieszanej z makiem i miodem. Jadano najrozmaitsze zupy, np. mig­dałową (na pańskich stołach), barszcz z żytniej mąki albo czerwonych buraków, siemieniec (zupę z siemienia lnianego), grochówkę, polewkę z maku z jagłami (czyli kaszą jaglaną, z prosa), zupę grzybową. Wśród dań wigilijnych pojawiały się także: kasza gryczana z so­sem grzybowym, kluski z makiem i mio­dem, pierogi z grzybami, jabłkami albo śliwkami, postna kapusta kiszo­na, śledzie, gotowana rzepa suszo­na. Na deser podawano strucle ma­kowe, pierniki i pierniczki, łamańce i inne ciasta. Wigi­lię kończył, zależnie od zwyczaju, kompot z suszonych owoców, kisiel owsiany lub żura­winowy.

Do kolacji wigilijnej zasia­dała parzysta liczba biesiadni­ków (wierzono, że nieparzysta oznacza śmierć jednego z uczestników w następnym roku), za to liczba potraw musiała być nieparzysta. Domownicy pozostawiali wolne miejsce przy stole i odkładali po trosze różnych po­traw dla zmarłych – uchylone drzwi zapraszały ich do środka. Uczestnikom uczty nie wolno było wstawać od stołu przed zakoń­czeniem wieczerzy ani odkładać łyż­ki, którą jedli (oznaczałoby to zakończenie po­siłku). Jeżeli ktoś musiał przerwać jedzenie, trzymał łyż­kę w zębach (w nie­których wsiach, np. w Wiel­kopolsce, uważano, że bę­dzie to chronić od bólu zębów). Złamanie któregoś z wigilijnych zakazów groziło winnemu śmiercią w nadchodzącym roku.

Gospodarze starali się pamiętać także o zwie­rzętach; dzielili się z nimi opłatkiem i resztkami wi­gilijnych potraw, które miały chronić je od chorób, i uroków, zapewniając „dobre chowanie”.

Wigilia

„Wigilia Bożego Narodzenia była wielką uroczystością. Od świtu wychodzili domowi słudzy na ryby (...). Dnia tego jednakowy po całej może Polsce był obiad. Trzy zupy, migdałowa z rodzynkami, barszcz z uszkami, grzybami i śledziem, kucja dla służących, krążki z chrzanem, karp do podlewy, szczupak z szafranem, placuszki z makiem i miodem, okonie z posiekanymi jajami i oliwą itd. Obrus koniecznie zasłany być musiał na sianie, w czterech kątach izby jadalnej stały cztery snopy jakiegoś niemłóconego zboża. Niecierpliwie czekano pierwszej gwiazdy; gdy ta zajaśniała, zbierali się go­ście i dzieci, rodzice wychodzili z opłatkiem na talerzu, a każ­dy z obecnych, biorąc opłatek, obchodził wszystkich zebra­nych, nawet służących, i łamiąc go powtarzał słowa: »bodajbyśmy na przyszły rok łamali go z sobą«”. Taką Wigilię zapamiętał ze swojego dzieciństwa wybitny pisarz i historyk Julian Ursyn Niemcewicz ().

Przy świątecznym stole

Stół łączył wszystkich domowników, zarówno żyjących, jak i zmarłych, którzy mogli w tym wyjątkowym czasie przebywać w swoich ziemskich domach. Zazwyczaj nie jadano posiłków w nocy. Niezwykła, nocna pora spożywania wigilijnej wieczerzy, a także obfitość jedzenia oznaczały nadejście czasu świątecznego, który dawał możliwość nawiązania kontaktu z mieszkańcami tamtego świata. Mieli oni zapewnić żyjącym opiekę i wsparcie w nadchodzącym roku. Z ich pomocą starano się też odgadnąć przyszłość, przepowiadano losy swoje i bliskich, pogodę i zbio­ry. Do przygotowywania potraw na wieczerzę używano zazwyczaj ziaren zbóż, maku, miodu, orzechów, grzybów, grochu, fasoli, bobu, jabłek, suszonych owoców, a w bogatszych domach, szcze­gólnie szlacheckich, również wielu gatunków ryb.

Wilk

On także był adresatem wigilijnego zaproszenia, ale nieco in­nego rodzaju: „Wilcosku, wilcosku, siądź z nami dziś do obia­du, ale jak nie przyjdziesz dziś, nie przychodź nigdy”. Podob­nie, z nadzieją, że zapraszany nie przyjdzie, zwracano się do wiatru, wróbli czy mrozu.

„Bóg się rodzi”

Po wieczerzy przychodził czas na śpiewanie kolęd i słuchanie opowieści starszych ludzi o niezwykłych wydarzeniach nocy wigilijnej. Można było paść ofiarą żartów; niejeden gospodarz odnajdywał swój wóz, bronę albo pług na dachu chałupy lub stodoły. Domy, w których mieszkały panny na wydaniu, łatwo rozpoznawano po zamalowanych wapnem oknach. A w Boże Narodzenie nie wolno było ich umyć.

Tuż przed północą wszyscy wy­ruszali na pasterkę. W domu zostawały tylko małe dzieci l i niedołężni starcy. Nie gaszono światła w izbach, bo jak mówiono: „Pan Jezus się naro­dził, Dzieciątko Boże, jasność – i w domu niech będzie jasność”. Na stole pozostawały – aż do dnia św. Szczepa­na (26 grudnia) – nie uprzątnięte potrawy wigilijne.

W dzień Bożego Narodzenia ludzie, jeżeli nie byli wcześniej na pasterce, wychodzili tylko do kościoła. Resztę czasu spędzali w gronie rodziny na „nicnierobieniu”; zakazane było nawet zamiatanie, ścielenie łóżek, rąbanie drewna, gotowanie i przynoszenie wody ze studni.

W okresie od Bożego Narodzenia do Trzech Króli, zwa­nym niekiedy „dwunastnicą”, gospodarze bacznie obserwo­wali zmiany aury, sądzili bowiem, że na tej podstawie moż­na przepowiedzieć pogodę na przyszły rok – każdy kolejny dzień odpowiadał jednemu miesiącowi.

W drugim dniu świąt mieszkańcy wsi święcili owies i obsypywali się nim podczas mszy. Zwyczaj ten łączono z osobą św. Szczepana – pierwszego męczennika, z którego nauki, cudów i śmierci ludzie mieli pożytek podobny do tego, jaki przynosi zboże. Na pamiątkę męczeńskiej śmierci świętego (przez ukamienowanie) obrzucano księdza święco­nym ziarnem. Zwyczaj ten miał również uzasadnienie ma­giczne: zapewniał urodzaj i pomyślność – skropienie ziarna wodą święconą wzmagało zawarte w nim siły witalne.

Na pasterkę

Ci, którzy ruszali na pasterkę – pieszo, konno, saniami albo wo­zem – starali się jak najszybciej dotrzeć do kościoła. Pierwsi mie­li zapewnione powodzenie we wszysddch pracach gospodarskich i dobre plony. Wielu gospodarzy, idąc na mszę, zwracało baczną uwagę na pogodę, ponieważ powszechnie uważano, że „jak Gody widne – to stodoły ciemne (tzn. pełne plonów), a jak Gody ciem­ne – to stodoły widne (tzn. puste) ”. Kiedy w kościele trwało uro­czyste nabożeństwo i rozbrzmiewały kolędy ku czci narodzonego Chrystusa, młodzież wyczyniała różne psoty, np. wlewając atra­ment do kropielnic z wodą święconą albo zszywając ubrania mo­dlących się. Tej wyjątkowej nocy przymykano oczy na takie żarty.

Powrót do początku

Wszystko, co działo się podczas Godów: próżnowanie, obfitość pożywienia, kontakt z zaświatami, cuda nocy wigilijnej, drzewko, będące symbolem drzewa rajskiego, zrównanie statusu służby i go­spodarzy, było przypomnieniem czasu stworzenia świata. W taki też sposób ludzie przeżywali zimowe święta.

Kolędy

Od wieków rozbrzmiewają w polskich kościołach i domach. Naj­starsze, jak np. Anioł pasterzom mówił, pochodzą z XV/XVI ły one dziełem zarówno autorów anonimowych, jak i uzna­nych poetów, pisarzy, kaznodziejów – twórcą tekstu W żłobie le­ży był podobno Piotr Skarga, a Bóg się rodzi napisał Franciszek Karpiński. Od XVII w. domowy śpiewnik kolędowy wzbogacił się o pastorałki – urocze kolędy o wątkach wziętych z życia codzien­nego, np.:

Ja Mu ofiaruję dwie miareczki

Najpiękniejszej mąki na kluseczki.

Szymek pełną torbę suchych gruszek

I mleka owczego da garnuszek.

Św. Szczepan - pierwszy męczennik

Jest patronem drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia (26 grudnia). Wtedy to podczas nabożeństwa święcono na wsiach owies lub inne zboża. Po zakończeniu mszy, a zdarzało się, że i w trakcie, „lud nie zważając na świętość miejsca i sa­kramentów, które ksiądz trzyma, ani na jego wiek, rzuca mu go [tzn. owies] na twarz, na oczy i obsypuje zewsząd. (...) Po­tem z torbami i workami idą na chór i stąd każdego wcho­dzącego do kościoła rażą (...)”. Zamęt i wrzawa, jakie przy tym powstawały, były tolerowane w świątyni jedynie tego dnia.

Dzień najmowania służby

„Na św. Szczepan, każdy sobie pan” – mówi przysłowie. Najmo­wanie służby najczęściej odbywało się ceremonialnie, z rozpisa­niem na znane wszystkim role: gospodarz namawiał, a parobek droczył się, prowokując do dalszego poczęstunku. Czasami prze­praszano służbę za złe traktowanie. Rysunek obok przedstawia pastuszka z okolic Warszawy.

Hej, kolęda, kolęda

Od Wigilii (czasem dopiero od św. Szczepana) do Trzech Króli (a bywało, że również w zapusty i we wtorek ostatkowy) wędrowali po wsiach poprzebierani kolędnicy, wodzący ze sobą różne maszkary: kozę, turonia, niedźwiedzia, żurawia, bociana, konia, koguta. Chodzili też chłopcy z gwiazdą, szopkarze z szopką i ku­kiełkami oraz zespoły odgrywające herody, czyli przedstawienie o narodzeniu Pańskim.

Obchody kolędnicze były męską f„ sprawą. Mężczyźni grali w nich także role kobiece (np. Ewy, Cyganki, Baby). Przebierańcy chodzili całymi grupami, składając – wierszem albo kolędą – życzenia wszelkiej pomyślności gospodarzowi, gospo­dyni, młodzieńcowi, pannie itd. Mieszkańcy chałupy, do której nie zawitali, uważali to za zły znak. Życzenia skła­dane przez niezwykłych gości miały bowiem zapewnić urodzaj i pomyślność w nadchodzącym roku: obfite plo­ny, zdrowie i płodność zwierząt. Nikt nie chciał się nara­zić na „złe” życzenia, a gospodarz odmawiający przyjęcia kolędników, mógł usłyszeć np. taką przyśpiewkę:

Ażeby wam się nie urodziło ani żyto, ani pszenica.

Tylko na piecu dzieci kopica!

W polskich kościołach wystawiano szopki – wido­wiska ilustrujące historię narodzenia Chrystusa. Począt­kowo figury Dzieciątka, Matki Boskiej, św. Józefa, trzech królów i innych osób były nieruchome. Później, za spra­wą zakonów franciszkańskich i bernardyńskich, zastą­piono je marionetkami. W przedstawieniach zaczęły po­jawiać się sceny i postacie nie licujące z powagą miejsca i czasu, np. bijący się chłopi, szynkarka tańcząca z kawa lerem i śmierć z diabłem. W pierw­szej połowie XVIII wieku biskupi polscy wydali zakaz wystawiania ru­chomych szopek w kościołach. Od tej pory z szopką zaczęli kolędować żacy, czeladnicy i parobcy wiejscy.

Teksty jasełkowe były najczę­ściej anonimowe. Przerabiano je wielokrotnie, tak by zadowolić publiczność, dla której da­wano przedstawienie. Niektórzy XIX-wieczni ludoznaw­cy pisali, że w Polsce istniały dwa rodzaje szopek: „jedna miastowa, druga wiejska. W mieście prowadzą wystrojo­ne lalki jasełkową rozmowę przez usta ukrytego z tyłu autora czy deklamatora; na wsi nieme zwykle (czasami jednak nie bez muzyki i śpiewu) podrygują przed złożonym na sianie Jezusem; osioł z wołem stoją przy żłobie, a Józef z siwą brodą i Maryja odbierają hołd przewijają­cych się taneczników”.

Szopkarzami byli najczęściej kilkunastoletni chłop­cy, choć do noszenia ciężkiej szopki krakowskiej wybie­rano czasem rosłych i silnych dwudziestokilkuletnich młodzieńców. Po kolędzie chodziły też dzieci, które jedynie śpiewem i życzeniami prosiły o datki. Rozdzielały je potem między siebie.

Galeria postaci występujących w szop­kach była bardzo bogata. Na scenę tego przenośnego teatrzyku mario­netek trafili m. in. rzemieślnicy, żoł­nierze, szynkarze, Żydzi, Cyganie, dia­beł i śmierć. Wszyscy oni spieszyli do Betlejem, aby oddać hołd Dzieciątku, a złego króla Heroda porywał diabeł: Za twe psoty, za twe zbytki, Chodź do piekła, boś ty brzydki! Treść, która nie straciła związku z hi­storią narodzenia Jezusa, została wzbogacona o wątki obrazujące dzie­je Polski i życie codzienne jej miesz­kańców.

Chodzili kilku - lub kil­kunastoletni chłopcy. Je­den z nich, zwany gwiaździchem lub gwiazdo­rem, niósł umocowaną na kiju świecącą gwiaz­dę. Prowadziła ona ko­lędników niczym gwiaz­da betlejemska trzech królów. Najczęściej chłop­cy wykonywali ją sami z papieru, bibuły albo pergaminu i ozdabiali wycinankami, świętymi obraz­kami, pomponami, frędzlami. W środku umieszczali zapalo­ną świecę albo la­tarkę i wędrowali od chałupy do cha­łupy, stając pod oknami i śpiewa­jąc kolędy. W za­mian dostawali smakowite kąski ze świątecznego stołu albo drobne pienią­dze.

Jasełka

Wystawiano je dawniej w kościołach przyklasztornych w okresie od Bożego Narodzenia do Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Według tradycji kościelnej, pierw­sze jasełka, za zgodą papieża, wystawił św. Franciszek z Asyżu.

Szopki Krakowskie

Pojawiły się w połowie XIX w. Ich twórcami byli cieś le i murarze z Krakowa i okolicznych wsi, którzy da­li początek całym rodom budowniczych szopek Wzorem stały się zabytkowe budowle miasta: Wawel, kościół Mariacki, Sukiennice, Barbakan. Bajecznie kolorowe szopki krakowskie do dziś zachwycają starannością wykonania i różno­rodnością szczegółów architektonicznych: ko­lumnad, wieżyczek, arkad, balustrad, gotyc­kich witraży, galeryjek. Co roku w Krako­wie, na początku grudnia, odbywa się konkurs szopek.

Wielki tydzień

Był czasem porządkowania nie tylko domów, ale i włas­nego wnętrza poprzez liczne posty i umartwienia. Świę­cono wodę i ogień, przygotowywano jaja wielkanocne. Podczas wielkotygodniowych nabożeństw wierni Ko­ścioła katolickiego rozpamiętywali wydarzenia z ostat­nich dni życia Chrystusa. Tak dzieje się również dziś.

Nadchodził koniec długiego postu. Młodzież szykowała zemstę f na uprzykrzonym żurze i śledziu, l zabawiając się albo w tzw. wieszanie żuru, albo w pogrzeb żu-, ru i śledzia. Jak podaje Jędrzej Kitowicz w Opisie obyczajów zapanowania Augusta III: „W Piątek Wielki wieczorem albo w sobotę rano drużyna dworska przy małych dworach, uwiązawszy śledzia na dłu­gim i grubym powrozie, do którego był nicią cienką przy­czepiony, wieszała nad drogą na suchej wierzbie albo in­nym drzewie, karząc go niby za to, że przez sześć niedziel panował nad mięsem, morząc żołądki ludzkie słabym po­siłkiem swoim. Żur wynosili z kuchni jako już dłużej nie­potrzebny, co było sidłem dla zwiedzenia jakiego prosta­ka. Namówili go, żeby garnek z żurem w kawale sieci wziął na plecy i niósł go tak, albo na głowie trzymając kwidem [tzn. niby] do pogrzebu; za niosącym frant jeden szedł z rydlem, mający dół kopać żurowi i w nim go pochować. Gdy się wyprowadzili z kuchni na dziedziniec, ów, co szedł z rydlem, uderzył w garnek, a żur natychmiast oblał niosą­cego i sprawił śmiech asystującym temu zmyślonemu po­grzebowi żurowemu i patrzącym na niego".

Siedź był najczęściej drewniany albo tekturowy. Zda­rzało się i tak, że jeden z chłopców udawał, iż wiesza gar z żurem na drzewie, oblewając w końcu jego zawartością nic nie podejrzewającego pomocnika.

Do dzisiaj w niektórych regionach Polski (np. we wsiach w okolicy Zakopanego) dokonuje się w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek obrzędowego obmywania albo kąpieli w rzekach i potokach. Trzeba z tym zdążyć przed wschodem słońca i wrócić, nie oglądając się, „bo jak się obeźrał, to złe duchy za nim leciały". Woda zabiera wszel­kie choroby, a zanurzenie w niej symbolizuje unicestwie­nie „starego” człowieka i narodziny nowego, któremu wo­da zapewni zdrowie i moc życiową.

W Wielki Piątek nie wolno było wprawdzie praco­wać w polu, ale w gospodarstwie należało wykonać wie­le czynności, które miały zapewnić urodzaj. Kobiety sia­ły w ogródkach warzywa i kwiaty, sadziły rozsadę kapu­sty. Kiedy wyrabiały ciasto na chleb wielkanocny, wycho­dziły do sadu i obejmowały oblepionymi rękami drzewa owocowe albo myły je wodą, którą uprzednio obmywały upieczony chleb. Aby drzewa dobrze rodziły, gospoda­rze obwiązywali ich pnie słomianymi powrósłami, trzęśli nimi albo smagali je zielonymi gałązkami, podobnie jak czynili to ludzie sobie nawzajem w Niedzielę Palmową.

Ozdabianie obejścia

Po wielkim sprzątaniu, domy i obejścia ozdabiano kwiatami w doniczkach i zielonymi gałązkami, malowano szlaczki na ścianach, przy­klejano malowanki na papierze albo wycinanki (te pojawiły się do­piero w połowie 13X. w.). Pod sufitem zawieszano pająki ze słomy, wydmuszek, kolorowych papierków i piórek; w domu i na podwó­rzu wysypywano wzory z piasku. Porządki kończyły się najpóźniej w Wielki Wtorek.

Świąteczne potrawy

W Wielki Czwartek i Wielki Piątek gospody­nie przygotowywały świąteczne potrawy. Za­powiedź nadchodzącej wielkiej uczty stano­wiły snujące się po domach zapachy pieczo­nego chleba, ciast, rozmaitych mięs, wędzo­nych kiełbas, gotowanych szynek i bigosu. Punktem honoru każdej gospodyni były do­rodne baby drożdżowe, gotowe „opaść" w każdej chwili z powodu przeciągu, trzaska­nia drzwiami albo głośniejszej rozmowy. Na Podhalu od wielkopiątkowego świtu gaździny ubijały masło do „święconego”. Zwykłą łyżką potrafiły wyrzeźbić z niego baranka na stół wielkanocny. Przez cały następny rok po­święcone masło służyło jako lek dla ludzi i zwierząt: „Siedziało do drugiego Wielkiego Piątku i się nie zepsuło. Wse pachło”.

Wieszanie judasza

Tradycja ta przetrwała do dziś w Pruchniku i okolicznych wsiach (Ziemia Sanocka). Obrzęd rozpoczynał się nocą z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek (niektóre źródła podają, iż dziać się to mogło już w Wielką Środę) i trwał do wielkopiątkowego po­południa. Monstrualnych rozmiarów kukłę, wysoką nawet na trzy metry, po procesie sądowym wieszano jak najwyżej: na słupie, kominie, drzewie, dawniej też na wieży kościelnej. Na­stępnego dnia Judasza zrzucano, bito, szarpano i włóczono po okolicy, by na koniec wysypać zeń słomę, podpalić i utopić w stawie, podobnie jak Marzannę.

Wielkanoc

To najradośniejsze święto – zarówno w kościelnym roku liturgicznym, jak i w obrzędowym kalendarzu wsi polskiej. W niedzielę wielkanocną dzwony kościelne brzmią w szczególny sposób, oznajmiając zmartwychwstanie Chrystusa. Jak wierzono na Podhalu, mogły one obudzić śpiących w Tatrach rycerzy, by szli walczyć o wolność Polski. Spiżowe­go głosu wielkanocnych dzwonów bały się złe moce, a ludzie, słysząc ich dźwięk, wyrzucali nienawiść ze swoich serc.

Od XVIII wieku msze rezurekcyjne odprawiano nie o północy, lecz o świcie. Tradycyjnie towarzyszyla im kanonada ze strzelb, pistoletów, petard, armat i młoźć może tę rytualną wrzawę podnoszono, aby przebudzić świat do życia.

Gdy zakończono już przygotowania, można było spo­kojnie zasiąść do stołu, podzielić się „święconym” i zło­żyć sobie życzenia wszelkiej pomyślności i zdrowia.

Na wielkanocnym stole królowało jajko, od wieków uważane za symbol początku i źródło życia. W mitolo­giach wielu ludów można znaleźć opowieść o jaju, z któ­rego powstał świat. Uważano je również za znak zmartwychwstania, odrodzenia, powrotu życia. W symbolice chrześcijańskiej zostało skojarzone ze świętem Zmartwych­wstałego Chrystusa, który „wstał z grobu jak z jaja kur­czę” (Galicja XIX w.).

W ludowych wierzeniach jajo było lekarstwem na chorobę, urok, chroniło przed pożarem, pomagało zdo­być upatrzoną dziewczynę albo chłopaka, zapewniało uro­dzaj, szczęście i pomyślność. Taczanie jaja po ciele chore­go miało „wlewać” w niego nowe siły, odradzać go. Nowo­rodka myło się w wodzie, do której wkładano, poza inny­mi przedmiotami mającymi zapewnić szczęście i bogac­two, również jajo. Wydmuszki pisanek wielkanocnych położone pod drzewami owocowymi miały je chronić przed szkodnikami. Wierzono, że rzucone w płomienie ugaszą pożar.

Na wsi panował zwyczaj obdarowywania się pisan­kami. Dostawali je członkowie rodziny, dzieci chrzest­ne i osoby zaprzyjaźnione. Jeśli chłopakowi spodoba­ła się któraś z panien, oznajmiał jej o tym, wręczając pisankę. Jeżeli dziewczyna ją przyjęła i w zamian dała swoją, znaczyło to, że odwzajemnia uczucia kawalera. W niektórych regionach Polski (Śląsk, Pomorze) dorośli chowali w ogrodzie, w domu lub obej­ściu koszyczki z kolorowymi jajkami i słodyczami. W niedzielę wielkanocną dzieci wyruszały na poszukiwa­nie darów, które – jak wierzyły – przyniosły im wielka­nocne zajączki. Pisankami obdarowywano również zmarłych, przynosząc je na cmentarze, gdzie toczo­no je po mogiłach albo zakopywano w ziemi.

Из за большого объема этот материал размещен на нескольких страницах:
1 2 3 4 5 6